Tak naprawdę nie wiem, jak powinien wyglądać ten pierwszy (być może najważniejszy) post na blogu. Czy powinnam tu napisać o sobie, czy może o tym, dlaczego zdecydowałam się na bloga? A może jakiej tematyki powinniście się tutaj spodziewać?
Jakkolwiek to nie zabrzmi, ostatnio w moim życiu nastąpiło dziwne apogeum, seria niefortunnych zdarzeń. Nie wiem, czy to była zwyczajna chandra, przesilenie wiosenne czy niskie ciśnienie. Trwało to kilka miesięcy, podczas których byłam nie do zniesienia. Nie potrafiłam się cieszyć, nie chciałam czuć szczęścia. Zarażałam tą chandrą całe moje otoczenie, co było niezdrowe zarówno dla innych, jak i dla mnie.
Z pomocą przyszła mi wypowiedź jednego mężczyzny zasłyszana przypadkiem w telewizji. Mówił on o marzeniach i szczęściu. O tym, by czerpać z życia pełnymi garściami. Brzmi to na coś bardzo błahego, jednak w tamtym momencie to było wszystko czego potrzebowałam. Odpowiedź na pytania ostatnich miesięcy odnalazła się sama.
Choć jakiś czas myślałam o założeniu bloga, do zrobienia tego pchnął mnie nie tylko tamten wykład. Zrobił to też jeden z blogów Tumblr'a, którego kiedyś byłam fanką, ale o którym już dawno temu zapomniałam. Pewnie też większość z Was chciałaby coś zmienić w swoim życiu - przestać stać w miejscu, zrobić coś nowego, coś dla siebie i coś dla innych. Każdy z nas chce spełniać swoje marzenia.
Moja głowa otworzyła się na milion nowych pomysłów, serce i rozum od razu postanowiły ruszyć do działania.
Moja głowa otworzyła się na milion nowych pomysłów, serce i rozum od razu postanowiły ruszyć do działania.
I oto jestem. I chciałabym, aby ten blog był moją podporą, moją motywacją, kiedy wszystkiego mi się odechce oraz kiedy zwątpię. A także dowodem na to, że potrafię. Pamiątką wszystkiego, co w czasie jego prowadzenia zrobię.
Bo jeśli nie dziś, to kiedy?
Bo jeśli nie dziś, to kiedy?
